ENGLISH VERSION BELOW
Każda podróż to przynajmniej jedno ładne doświadczenie
W chwili obecnej jestem świeżo po krótkim citybreaku. Wróciłem wczoraj z Austrii i jak zawsze, po każdej małej lub większej podróży towarzyszy mi to niepohamowane uczucie sprawczości, przyjemności, wiary, nadziei. Uświadamiam sobie, jak życie piękne jest i jak życie piękne wciąż być może.
Dlaczego tak się dzieje?
Porozmawiamy o tym, ale najpierw piękna historia na wstęp dotycząca małej, lecz tak wielkiej rzeczy. Po wylądowaniu wsiedliśmy wraz z moim przyjacielem Mikołajem do pociągu i udaliśmy się do centrum Wiednia. Obraliśmy ścieżkę prowadzącą do naszego noclegu i wyruszyliśmy w pieszą podróż (nigdy nie korzystamy z komunikacji, wszystko robimy zawsze na nogach). Po drodze idąc i podziwiając piękną architekturę minęła Nas bardzo zadbana, mierząca moją subiektywną oceną około 65 lat życia kobieta, która prawdopodobnie zauważyła, że jesteśmy turystami i pozdrowiła Nas szczerym uśmiechem, głębokim i przyjemnym spojrzeniem oraz bardzo miłym „Hello”. Odwzajemniliśmy te miłe gesty i od razu na naszych twarzach pojawił się szeroki, wdzięczny uśmiech.
Sytuacja ta już na samo dzień dobry zrobiła nam nastrój i spotęgowała wiarę w ludzi, która oczywiście nie wygasła, ale wciąż potrafi się wahać. Bywamy różni, z tym się chyba zgodzi każdy.
Podróż w głąb świata, w głąb ciała, w głąb duszy
Na terapię teoretyczną chodzić możesz do psychologa / psychoterapeuty i to jest okej, jednak statystyki pokazują, że terapia praktyczna często dzieje się właśnie w momencie, gdy człowiek wraca z globalnej podróży.
Wyjazd pokazuje nam, że możemy wyjść fizycznie, nie tylko mentalnie poza granice nie tylko swoje, ale swoich problemów, dotychczasowego życia, świata, rodziny, pracy..
Jest to czas, który pozwala się mocno zdystansować i zrobić przestrzeń na nowe. Być może na nową myśl, być może na zgromadzenie siły do podjęcia zmian w trosce o swoje życie i marzenia.
Ludzie po podróżach często podejmują decyzje o zmianie pracy, partnera / partnerki, wyrównaniu rachunków za sprawy, na które wcześniej nie mieli sił / przestrzeni.
Z życia wzięte
Kilka lat temu współpracowałem ze znajomym trenerem, który zaprosił mnie do współpracy w jego nowo otwartym studio treningowym. Współpraca układała się pomyślnie ale tylko na początku. W dalszej kolejności zdarzeń przestaliśmy się dogadywać – obie dusze, które nie lubią, gdy ktoś im coś narzuca, zatem jedynym rozwiązaniem po różnych próbach rozmów było dla mnie odejście z tego miejsca. Rzeczy działy się niezbyt polubownie, doszły potyczki o klientów i inne wypominki, które trzeba było rozwiązać.
To był moment, w którym akurat kończyła się pandemia, zatem biznes nie był w piku rozkwitu. Dodatkowo dochodziła mi zmiana składek ZUS z warunków preferencyjnych na pełnopłatne, czyli trzykrotnie wyższe niż te, które regulowałem do tamtego czasu. Dochodził do tego karnet trenerski, który waży kolejne spore pieniądze. Klienci, którzy wtedy zostali ze mną regulując finansowo swoje współprace gdyby wszystko poszło zgodnie z planem wyprowadziliby mnie wtedy na zero po uregulowaniu wszystkich moich zobowiązań życiowych.
Co się wtedy stało? Powiedziałem sobie leżąc na kanapie (był to miesiąc luty) „Okej, mam miesiąc czasu na to, żeby poskładać swoją pracę tak, aby dała mi przychód, który już na kolejny miesiąc zapewni to wszystko z górką. Jadę na weekend na snowboard, zbieram siły, wracam i niszczę system”.
Jak myślisz, co się stało? W tamtym miesiącu zrobiłem rekordowy przychód w firmie, jakiego nie dokonałem nigdy przedtem, choć pracowałem często dużo dłużej i ciężej, niż w miesiącu, w którym to wróciłem z pozornie małej podróży ale z jasnym przesłaniem i dokonałem tego, co założyłem i w co mocno uwierzyłem.
Każda podróż kształci
Podróże w prosty sposób zachęcają nas do rozwoju.
Byłem całe życie leniwym człowiekiem, jeśli chodzi o naukę. Choć terapeutka niejednokrotnie uświadomiła mnie też w tym, że do nauki trzeba mieć bezpieczną przestrzeń i odrobinę a może nawet więcej spokoju, których to wtedy brakowało i to jest faktem, ponieważ kończąc fizjoterapię i żyjąc po swojemu, z daleka od rodzinnych stron, byłem jednym z najlepszych uczniów. Niemniej jednak na czas młodości przypadała mi tylko i wyłącznie werwa do uprawiania sportów i wszystkiego, co związane z ruchem, mechaniką pojazdów i po prostu pracą.
W momencie, w którym dojrzałem do pewnych spraw stwierdziłem, że chcę być lepszym człowiekiem, chcę się rozwijać i podstawowe poziomy mnie nie satysfakcjonują.
Zacząłem szlifować swój angielski.
Po co? Głównym celem były właśnie podróże.
Chciałem zwiedzać świat i móc poznawać ludzi z innych stron świata, ich kulturę oraz podejście do życia a do tego niewątpliwie potrzebny jest mi język angielski. Idąc tym tropem dziś rozmawiam z ludźmi na całym świecie, regularnie z Amy, czyli native speakerem, która poza angielskim dzieli się ze mną swoimi niesamowitymi wartościami, którymi kieruje się w życiu. Bardzo dużo się od Niej uczę i nigdy bym tego nie doświadczył gdyby nie fakt, że możemy swobodnie prowadzić dialog po angielsku. To samo dzieje się z ludźmi anglojęzycznymi, których spotykam w Warszawie a także na każdym jednym wyjeździe, na który zdołam wyjechać. Wartość bezcenna. Pozwala to naprawdę na bogacenie się duchowo tak, jak nigdy dotąd gdy nie wyjeżdżałem na zagraniczne podróże. Podejście ludzi z innych części świata, próbowanie ich tradycyjnych kuchni, chodzenie ich ścieżkami i słuchanie ich historii sprawia, że człowiek po prostu staje się bogatszy i czuje, że jest częścią tego świata, nie tylko częścią swojej polskiej ziemi.
Wartościowi towarzysze podróży
Kolejnym pięknym elementem podróży jest możliwość dzielenia się przeżyciami na bieżąco z człowiekiem, który nadaje na tych samych falach co Ty.
Wyjazdy z moim przyjacielem Mikołajem są zawsze tak bardzo bogate w pięknego rodzaju konwersacje. Potrafimy rozmawiać o pomysłach, ideach, wizjach, marzeniach i nigdy nic nie zostaje umniejszone. Rzadko używam słowa „zawsze”, jednak tutaj nie boję się go użyć ani trochę, mianowicie zawsze tak bardzo wspólnie wierzymy w swoje wzajemne wizje. Możemy się wymieniać swoimi perspektywami na to, z czym się mierzy druga strona lub na to, do czego aspiruje. To sprawia, że ta podróż nabiera niesamowitej mocy sprawczej przez jej fizyczny odpowiednik jaki już opisałem wyżej, czyli sprawczość poprzez wychodzenie ze sowich stref komfortu. Rozmawiamy również o swoich problemach, gdzie dajemy sobie wiele wsparcia i zaangażowania we wzajemne historie. To sprawia, że na koniec dnia czujemy, iż nic nas nie zatrzyma. Wszystko, co wpadnie pod nasze nogi zostanie wzięte, opatrzone i zastanowimy się tylko jakim elementem mostu będzie mogło się to stać, bo niewątpliwie wykorzystamy to do jego budowy.
Ten wspólny vibe, zbliżone potrzeby jest niesamowity. Nie musisz prosić o ciszę gdy jej potrzebujesz, bo ten człowiek potrzebuje jej tak samo jak Ty i to w podobnych momentach. Jemy tylko pożywne jedzenie bo wiemy, jak ważne jest to dla naszego well beingu i żadna ze stron nie ściąga na tą złą drogę, a wręcz przeciwnie.
To jest spotęgowane piękno podróży i życzę tego każdemu człowiekowi.
A jeśli nie podróżujesz i wizja Cię troszeczkę przerasta, to dobrze. Zachowaj te uczucie i..
Po prostu spróbuj i zobacz, co się stanie.
Pozdrawiam Cię.
Grzegorz Mazur
ENGLISH VERSION
Every trip brings at least one pleasant experience
Right now, I’ve just returned from a short city break. I came back from Austria yesterday, and as always, after every trip—big or small—I’m filled with this unstoppable sense of agency, joy, faith, and hope. I realize how beautiful life is and how beautiful it can still be.
Why is that?
We’ll talk about that, but first, a beautiful story to start with—about a small yet so significant thing. After landing, my friend Mikołaj and I boarded a train and headed to the center of Vienna. We chose the path leading to our lodging and set off on foot (we never use public transportation; we always do everything on foot). As we walked along, admiring the beautiful architecture, a very well-groomed woman—who, by my subjective estimate, was about 65 years old—passed us. She likely noticed that we were tourists and greeted us with a sincere smile, a deep and pleasant gaze, and a very kind “Hello.” We returned these kind gestures, and immediately a broad, grateful smile appeared on our faces.
This situation put us in a good mood right from the start and strengthened our faith in people—a faith that, of course, hasn’t faded, but can still waver. We’re all different; I think everyone would agree with that.
A journey into the world, into the body, into the soul
You can go to a psychologist or psychotherapist for theoretical therapy, and that’s fine, but statistics show that practical therapy often takes place precisely when a person returns from a global journey.
Traveling shows us that we can step outside—not just mentally, but physically—beyond the boundaries not only of ourselves, but of our problems, our current life, the world, our family, and our work.
It is a time that allows us to create significant distance and make space for something new. Perhaps for a new idea, perhaps to gather the strength to make changes for the sake of our lives and dreams.
After traveling, people often decide to change jobs, partners, or settle scores for matters they previously lacked the strength or space to address.
A True Story
A few years ago, I worked with a trainer I knew who invited me to join his newly opened fitness studio. The partnership went well—but only at first. As things progressed, we stopped getting along—two people who don’t like having things imposed on them, so after various attempts at talking it out, the only solution for me was to leave. From real life
A few years ago, I worked with a trainer friend who invited me to join his newly opened training studio. The collaboration went well, but only at first. As things progressed, we stopped getting along—two souls who don’t like it when someone imposes things on them, so after various attempts at conversation, the only solution for me was to leave that place. Things didn’t end on good terms; there were disputes over clients and other grievances that needed to be resolved.
This was right as the pandemic was ending, so business wasn’t at its peak. On top of that, my Social Security contributions were switching from preferential rates to full-price rates—three times higher than what I’d been paying up to that point. Added to that was the trainer’s license, which costs a significant amount of money. The clients who stayed with me at the time, by covering the financial costs of our collaborations, would have brought me back to zero—if everything had gone according to plan—after I’d settled all my living expenses.
So what happened then? Lying on the couch (it was February), I told myself, “Okay, I have a month to reorganize my work so that it generates enough income to cover all of that—and then some—by next month. I’m going snowboarding for the weekend, recharging my batteries, coming back, and turning this system upside down.”
What do you think happened? That month, I generated record revenue for the company—more than I’d ever achieved before, even though I’d often worked much longer and harder than in the month when I returned from that seemingly small trip but with a clear message, and I accomplished what I’d set out to do and strongly believed in.
Every journey is a learning experience
Travel naturally encourages us to grow.
I’ve been a lazy person all my life when it comes to studying. Although my therapist has often made me realize that studying requires a safe space and a little—or perhaps even more—peace of mind, which I lacked at the time, and this is a fact, because after finishing physical therapy and living my own way, far from my hometown, I was one of the best students. Nevertheless, during my youth, I had nothing but enthusiasm for sports and everything related to movement, vehicle mechanics, and simply working.
Once I had matured enough to understand certain things, I realized that I wanted to be a better person, I wanted to grow, and the basics no longer satisfied me.
I started polishing my English.
Why? The main goal was travel.
I wanted to explore the world and get to know people from other parts of the world, their cultures, and their outlook on life—and for that, I undoubtedly needed English. Following that path, today I talk to people all over the world, regularly with Amy, a native speaker who, in addition to English, shares with me the incredible values that guide her life. I learn a great deal from her, and I would never have experienced this if it weren’t for the fact that we can converse freely in English. The same goes for the English-speaking people I meet in Warsaw and on every single trip I manage to take. It’s priceless. It truly allows me to grow spiritually in a way I never did before, when I didn’t travel abroad. Experiencing the perspectives of people from other parts of the world, tasting their traditional cuisines, walking in their footsteps, and listening to their stories simply makes a person richer and feel like they’re part of this world, not just part of their Polish homeland.
Valuable Travel Companions
Another wonderful aspect of travel is the chance to share your experiences in real time with someone who’s on the same wavelength as you.
Trips with my friend Mikołaj are always so rich in wonderful conversations. We can talk about ideas, visions, and dreams, and nothing is ever downplayed. I rarely use the word “always,” but here I’m not afraid to use it at all—namely, we always believe so deeply in each other’s visions. We can share our perspectives on what the other person is facing or what they aspire to. This gives this journey incredible agency through its physical counterpart, which I’ve already described above—that is, agency through stepping out of our comfort zones. We also talk about our problems, offering each other a lot of support and engagement in each other’s stories. This makes us feel, at the end of the day, that nothing can stop us. Whatever comes our way will be taken in, processed, and we’ll only consider what part of the bridge it can become, because we’ll undoubtedly use it to build it.
This shared vibe, these similar needs, is incredible. You don’t have to ask for silence when you need it, because this person needs it just as much as you do—and at similar moments. We eat only nutritious food because we know how important it is for our well-being, and neither of us leads the other down the wrong path; quite the opposite.
This is the heightened beauty of travel, and I wish this for everyone.
And if you don’t travel and the idea seems a little overwhelming, that’s okay. Hold onto that feeling and…
Just give it a try and see what happens.
Best regards,
Grzegorz Mazur




