Od początku
Zapewne definicja trybów, na jakich pracuje moje życie różniła się będzie diametralnie od tych, na których pracy opiera się twoje życie. Niemniej jednak śmiem twierdzić, że znajdziemy tutaj wspólny mianownik, mianowicie – w życiu chodzi głownie o to, żeby żyć.
Tylko co to właściwie znaczy..
Żyć – powierzchowniej i głębiej
Z definicji życie to coś, co się rusza, reaguje na bodźce, utrzymuje równowagę pomiędzy środowiskiem wewnętrznym i zewnętrznym. Organizm ludzki żyje. Funkcje wegetatywne takie jak krążenie krwi, oddychanie, trawienie pracują bez zarzutu. Te podstawy możemy przypisać każdemu zdrowemu człowiekowi, jednak tutaj chodzi o coś więcej.
Załóżmy, że życie może i metaforycznie przybiera różne barwy.
Podstawowe funkcje życiowe to jeden z kolorów, a może nawet odcieni.
Faktem jest, że życie bez obciążeń zdrowotnych to już luksus, na który bezpośrednio wpływu nie mamy – genetyka, ale mamy wpływ pośredni – nasze poczynania względem swojego stylu życia, który wpływa na zdrowie i ogólny dobrostan, czyli wybory żywieniowe, spać lub nie, trenować lub zalegać na kanapie itd.
Przyjmijmy zatem, że tą podstawę oznaczymy kolorem białym.
I teraz.
Gdyby życie miało być filmem, a odcieniami określalibyśmy sceny. Przyjmijmy, że odcień pistacjowy – scena drastyczna, morelowy – scena romantyczna, rubinowy – scena akcji, cytrynowy – scena satyryczna. Udając się do kina, siadasz wygodnie w fotelu i patrzysz na ekran, a tam operator wyświetla trwający dwie godziny film. Wyobraź sobie, że materiał zawiera tylko sceny kryjące się pod kolorem morelowym.
Co wtedy dzieje się z tobą, jako odbiorcą?
Zanudzasz się na śmierć.
Nie ma budowania napięcia i czegoś, co te napięcie rozwiązuje. Jeśli nawet na początku sytuacje z napięciami istnieją, to za chwilę już nie będziesz nawet na nie reagował.
Leci cały czas ta sama, nudna już do bólu charakterystyka sceny.
Wyobraź sobie, że takimi odcieniami budujesz swoje życie.
Uzmysłów sobie, że ograniczasz barwy swojego życia do trzech kolorów, czyli biały – podstawowe funkcje życiowe, czarny – praca, szary – podstawowe funkcje społeczne, takie jak załatwianie spraw urzędowych czy zaopatrzenie się w produkty potrzebne do zrealizowania zapotrzebowania na kalorie i nawodnienie.
Czy takie życie może satysfakcjonować na dłuższą metę?
Czy takie życie pozwala na utrzymanie zdrowia psychicznego?
Czy takie życie na koniec dnia można zakwalifikować do tych, o których zdecydowanie można powiedzieć „żyłem jak potrafiłem najlepiej, mogę umierać ze spokojnym sumieniem”?
Zapewne wielu ludzi powie, że tak i to również jest w porządku. Nasze życie w naszych rękach. Innym ludziom można tylko pokazać, że da się inaczej. Jeśli jednak nie zechcą patrzeć, nie mamy nawet prawa do czegokolwiek przymuszać.
Chcę Ci tutaj pokazać, że w życiu jak w filmie dobrze byłoby dodać odrobinę więcej barw i odcieni, aby wystąpiła tam większa gama emocji i uczuć, które towarzyszą nam każdego dnia.
Mała zmiana – nowy odcień
Niech cię coś zachwyci – na przykład nowo odkryty kawałek świata.
Niech zeżre cię trema przed czymś, co odważysz się zrobić, choć początkowo może trochę, a może nawet bardzo cię przerasta.
Niech twój uśmiech spowoduje, że drugi człowiek również się uśmiechnie.
Niech twój projekt, o którym myślisz już szmat czasu ujrzy światło dzienne, albo chociaż pierwszy krok.
Niech twoje płuca i serce przeżyją apokalipsę, którą zafundujesz im biorąc udział w jakimś wydarzeniu sportowym.
Niech twój mały odkrywca, którego masz w środku i którego warto trzymać przy życiu zauważy, pozna, odkryje coś, co do tej pory pozostaje mniej lub bardziej nieznane.
Niech twoja kreatywność wybrzmi i pokoloruje twoje życie tak, żeby nie było w nim nudno. Niech barwy się mieszają. Niech napięcie narasta i spada, niech ktoś lub coś je zbuduje i a następnie niech się rozwiąże. Niech te życie będzie, jak taki na maksa wciągający film, którego nie chcesz przestać oglądać albo serial, za którym już tęsknisz, choć jeszcze nie skończyłeś oglądać.
„Chcesz być ciekawym człowiekiem? Musisz robić ciekawe rzeczy”
Muzeum życia
Książka „Wielka piątka” autorstwa Johna P. Strelecky zawiera ciekawą fabułę, która nie jest oparta na faktach, jednak zawarte w niej wartości sprawiły, że zmieniło się moje spojrzenie na świat, dosłownie.
Postać opisywana w tej książce to niejaki Thomas Derale, niezwykły człowiek i przedsiębiorca, który swoją niesamowitą postawą zachęca do bycia człowiekiem dobrym, innym, wyjątkowym.
Dlaczego o tym mówię.
Przedstawił tam teorię, która mówi o wartości, jakie jest życie a bardziej o tym, jak te życie przeżywamy.
Koncepcja nosi nazwę „muzeum życia”.
Wyobraź sobie, że twoje życie to muzeum. Każdy pokój to jeden dzień życia. Każdy pokój po przeżyciu takiego dnia zostaje wypełniony zdjęciami z tego czasu. Na zdjęciach jest dokładnie to, co robiłeś tego dnia. Nad każdymi drzwiami wywieszona jest etykieta z datą i celem, jaki na ten dzień sobie przyjąłeś. Na przykład „czas z rodziną”, „czas z przyjaciółmi” „podróż”.. przykłady możemy mnożyć w nieskończoność.
Teraz dobrą praktyką będzie spojrzeć na swoje życie od końca. Wyobraź sobie, że twoje życie właśnie dobiega końca. Zachorowałeś na nowotwór, który zajął już 60% zdrowych tkanek. Przeżyłeś swoje życie, nic dalej już nie da się zrobić. Odwiedzasz w tych ostatnich chwilach swoje muzeum. Wchodzisz, a tam setki / tysiące / dziesiątki tysięcy dni. Otwierasz drzwi, nad którymi wisi etykieta „czas z rodziną”. Wchodzisz do środka, rozglądasz się a wokół na zdjęciach widzisz siebie, który przez 60% tego dnia siedzi w pracy. Kolejne 10% w drodze do i z pracy. 10% na własne funkcje życiowe. Pozostałe 20% to czas, który faktycznie otrzymała rodzina.
Patrzysz na taki dzień i co czujesz?
Jesteś dumny z tego, że tak postępowałeś czy może jest ci przykro, bo czas, który miał zostać poświęcony swojej najbliższej i najbardziej ukochanej części życia przejęło biuro i praca, która wcale tego czasu nie miała wtedy otrzymać?
Tak jest z każdym dniem naszego życia.
Otwierasz kolejne drzwi, nad którymi widnieje hasło „wymarzona podróż do Meksyku” i faktycznie na zdjęciach zastajesz tam siebie, który spełnia swoje podróżnicze marzenie. Wokół są ludzie, każdy się śmieje, życie tętniące życiem. Jak się w tej sytuacji czujesz?
Dlaczego chciałem, abyś spojrzał na to od strony końca? Ponieważ wyobrażając sobie taką sytuację i siebie w tamtym miejscu masz szansę w tej chwili, dosłownie w tej chwili jeszcze coś zmienić. Gdy nadejdzie czas, w którym każdemu przyjdzie rozliczyć się końcowo za swoje życie, nie będzie już możliwości na zmiany. Tam klamka zapada bezpowrotnie.
Masz wybór, zawsze masz wybór.
Ty decydujesz o tym, gdzie poświęcona zostaje twoja energia.
Życzę ci tylko, żeby na koniec dnia patrzeć na swoje muzeum życia i płakać ze szczęścia, nie z poczucia przygnębienia i smutku, który zaciska gardło przez swoje życiowe wybory.
Zostawiam cię z tą myślą na dziś.
Tymczasem..
Po prostu spróbuj i zobacz, co się stanie.
Pozdrawiam Cię,
Grzegorz Mazur




