Słowo wstępu – o tym jak powstała ciekawa wizja bloga
Część z Was zdążyła mnie już trochę poznać. Jedni bardziej, drudzy mniej. Jest
też część Was, która wie o mnie bardzo mało a może nawet nic, jeszcze nic.
Pozwól, że zostawię tutaj kilka słów wstępu, aby jakoś wejść w ten mój nowy
rozdział pod tytułem „blog”.
Od bodźca do działania
Wczoraj, 09.02.2026r (poniedziałek) podczas odsłuchu podcastu mojego
męskiego autorytetu w dziedzinie życia / sportu natchnęła mnie myśl pod
tytułem „zaczynam tworzyć bloga”. Kilka dni temu rozmawiałem z moją
bliską znajomą, z którą doszliśmy do wniosku, że oboje mamy coś w tym
życiu do powiedzenia. Zawsze nasze rozmowy trwają i trwają i niemal nigdy
nie dotyczą tematów przynajmniej „powierzchownych”. Tak samo mam z
każdą bliską mi osobą w gronie, choć jest ich niewiele. Pewnie dlatego, że nie
da się mieć głębokich tematów z każdym człowiekiem. Jest to zbiór naprawdę
wartościowych i doświadczonych życiowo ludzi, z którymi zawsze można
rozmawiać na bardzo ciekawe tematy. Dlaczego o tym mówię ? Bo to, kim się
otaczamy w wielkim stopniu decyduje o tym, jakie życie w przyszłości
przychodzi nam przeżywać.
Lubię powiedzenie „jaką postawę przyjmiesz, taką ujrzysz przyszłość”, ale o
tym jeszcze będzie okazja przeczytać więcej przemyśleń.
Od kilku lat miałem przeświadczenie, że chcę przemawiać do większej grupy
ludzi. Te dwa wydarzenia, które opisałem powyżej wystarczyły, aby podjąć
decyzję pod tytułem „ok, robię to!”.
Dzisiaj w ten sposób, w przyszłości zobaczymy.
Czy to duża ilość bodźców aby ruszyć z tematem naprzód? I tak i nie.
Ziarenko zasiało się już dawno, jednak kiełki puściło właśnie teraz.
Czego można się spodziewać
Co będę do Ciebie mówił? Co chcę Ci przekazać?
Dlaczego twierdzę, że mam coś do powiedzenia?
Pozwól, że przedstawię się trochę bliżej, ale zanim to zrobię, przytoczę
kolejną małą historię która sprawiła, że pojawiło się w moim wnętrzu ciepło i
chęć wspierania ludzi.
Doprecyzowując – mówiąc o kierunku wsparcia dokładnie mam na myśli
„samotnych wojowników”, choć nie tylko. Nieważne czy masz 10 lat czy 30 a
może nawet 45. Nie jest istotne też, czy jesteś kobietą czy mężczyzną. W
każdym wieku możesz i prawdopodobnie prowadzisz swojego rodzaju batalię
ze światem. Zatem, jeśli zastanawiasz się czy mówię do Ciebie – nie
zastanawiaj się zbyt długo. Poświęć proszę 5 minut i sprawdź to sam, czytając
dalej, drogi czytelniku.
Efekt emocji, która ma pozwolenie na ujrzenie świata
zewnętrznego
Oglądałem ostatni odcinek czwartej serii serialu „Stranger Things”. Jest
niedzielny poranek, czuję się świetnie. Robię wtedy swoje „nic”. Mam czas na
brak planów i korzystanie z przyjemności, na które w danej chwili mam
ochotę. Odcinek jest emocjonujący, napięcie narasta, spada, narasta i tak
dalej.. ale wciąż wszystko jest w porządku. Oglądam z zaciekawieniem do
momentu, w którym coś w głębi mnie dochodzi do głosu i zaczynam się
wzruszać.
Moment, w którym tego doświadczam to scena, w której Lucas – bohater
serialowy, który siedzi w szpitalu z nadzieją, że jego przyjaciółka /
dziewczyna (w rozumieniu romantycznym) o imieniu Max odzyska
przytomność po dużym uszczerbku na zdrowiu, którego podczas jednej z
akcji doznała. Lucas siedzi tam sam, z całym bagażem przeżyć, którego
doświadczył patrząc jak krzywda dzieje się Max. Lucas był bezradny. Nie był
w stanie zrobić nic stawiając czoła wyższemu złu, które dotknęło dziewczynę,
a wciąż próbował robić wszystko co może, aby do nich wróciła. W pewnym
momencie do szpitala weszli ich przyjaciele, zaczęli ściskać Lucasa wiedząc,
co przeżył..
Właśnie ten moment spowodował, że po moich policzkach pociekły łzy.
Zadałem sobie oczywiście od razu pytanie „co się właśnie wydarzyło?
Co Cię tak poruszyło?”. Wziąłem kartkę, długopis i przelałem swoje myśli na
papier.
Okazało się, że wzruszam się często patrząc na chwile, w których ktoś stawia
czoła dużym przeciwnościom losu w samotności, ponieważ mnie również
życie regularnie obdarowywało takim ciężarem.
W dzieciństwie przeciwności było mnóstwo i jedyne co robiłem, to szukałem
drogi, aby to przetrwać nie marząc nawet o tym, żeby być w tym miejscu, w
którym teraz jestem.
Na koniec dnia, patrząc z perspektywy dorosłego faceta na chłopca, który
stawiał czoła trudnościom rzucanym przez życie, widzę wielkie serce, dużą
ilość przezwyciężonego strachu ale też cierpienia, które niewątpliwie musiał
przeżywać głównie w samotności.
Każdy wtedy odkrywa swoje mechanizmy, które pomagają mu zachować
siebie przy życiu i względnym dobrostanie potrzebnym do tego, by pomału
iść naprzód.
W moim przypadku ukojenie przynosił mi sport, przez co dziś jest to źródłem
mojego życia zarówno zawodowego, jak i prywatnego, gdyż to wciąż
niekończąca się siła napędowa – pasja, która do dziś działa na mnie w ten sam
sposób. Być może nawet lepszy, gdyż dziś mam tego w pełną świadomość.
Jestem trenerem motorycznym oraz fizjoterapeutą a czynnie spełniam się
jako sportowiec wytrzymałościowy oraz początkujący, jednak wciąż szybko
brnący do przodu tenisista.
Odnoszę wrażenie, że życie przygotowało mnie do tego, aby dziś do Ciebie
mówić. Jestem w stanie dużo więcej rozumieć poprzez doświadczenia, które
mam w swoim bagażu. Nigdy nie uciekałem przed problemami, zwykle
stawiałem im czoła, jeśli tylko były „mojego rozmiaru”, choć i przed tymi
większego kalibru nie było się gdzie ukrywać.. dlatego jeszcze bardziej wierzę
w to, że moje słowa mogą pomagać innym ludziom i tym szczególnym –
„samotnym wojownikom”.
Pozwól, że się przedstawię
Kilka słów o mnie, aby mieć świadomość rozmówcy.
Nazywam się Grzegorz Mazur.
Mam 29 lat.
Od 10 lat mieszkam w Warszawie.
Przeprowadziłem się tutaj z małej, malowniczej miejscowości – Łosice. Tam
się wychowywałem. Tam jest mój rodzinny dom. Stamtąd również
wyniosłem kupę doświadczeń, które w życiu dorosłym niejednokrotnie
ograniczały mnie w ważnych momentach ale też takie, które pomagały często
solidnie zapunktować.
Wciąż zastanawiam się skąd we mnie tyle siły, entuzjazmu, tolerancji i chęci,
aby iść do przodu i dawać coś wartościowego światu. Zawsze bardziej kręciło mnie kreowanie
niż konsumpcja. Zawsze wolałem coś robić niż patrzeć, jak robią to inni.
Zawsze czułem, że nie współgra ze mną entuzjazm moich kolegów, którzy
zachwycali się tym kto jakim wozem jeździ. Mój środek mówił „będę się
zachwycał, gdy to ja będę jeździł takim super wozem”, choć nie to jest celem
samym w sobie. Wartości jak można zauważyć również mocno się zmieniły.
Szukając powodów, dla których miałem szansę wyjść z małego miasteczka i
poprowadzić życie na własnych warunkach, niewątpliwie rozpatrywać trzeba poprzez pryzmat ludzi, których na swojej drodze spotykałem i autorytetów, których brałem za pewnego rodzaju „wzór” do naśladowania.
Kolejnym aspektem wartym poruszenia jest temperament, który niewątpliwie warunkuje to, jak funkcjonujemy i to, w którą stronę ciągnie nas bardziej. Temperament to zespół cech, z którymi się rodzimy, zatem każdy ten zestaw będzie miał z pewnością nieco inny.
Tłumaczę sobie tą kolej rzeczy, a mianowicie moją życiową drogę faktem, iż
jestem emocjonalną duszą, która ma łatwość w czerpaniu inspiracji.
Wystarczy głębszy tekst utworu muzycznego, film, rozmowa z drugim
człowiekiem czy wysłuchanie podcastu, abym dostał wiatru w żagle i szedł
naprzód. Później jest też ciężka praca, jednak i do tego nigdy nie trzeba było
mnie namawiać.
Finalnie – im bardziej poznasz siebie, tym lepiej odbierasz środowisko zewnętrzne, ale o tym już w kolejnym materiale, na który już teraz Cię zapraszam!
W jakim celu staję tutaj przed Tobą
Nie jestem tutaj po to aby robić pewnego rodzaju „przemówienia
coachingowe”. Chcę przekazać światu zbiór rozwiązań, przemyśleń i
wniosków, jakie udało mi się wyciągnąć w moim być może dla wielu krótkim,
ale bardzo intensywnym życiu. Przetestowałem to wszystko na sobie, zatem
nie są to puste słowa. Jeśli coś tutaj powiem to dlatego, że wniosło to wartość
do mojego życia.
Po co chcę to robić?
Po to, żeby człowiek, który zmaga się z trudnościami i nie widzi na ten
moment dla siebie lampki w tunelu właśnie ją zauważył.
Będę mówił o tym, jak ja podchodzę do swojego życia. Jak staram się je
kreować. Jak staram się być twórczą częścią swojego życia, a nie tylko wersją,
która reaguje na to, co podrzuca świat.
Będę tutaj mówił bardzo dużo na temat sportu i wpływu, jaki wywarł i wciąż
wywiera na moje życie.
Będę tutaj mówił o tym, jak ważna jest relacja z samym sobą.
Będę tutaj mówił o tym, że nie wszystko zależy od Nas, choć wciąż mamy
wpływ na wiele elementów naszego życia.
Robię to w imię zasady, którą staram się kierować zawsze, gdy coś
wypuszczam do opinii publicznej: „jeśli każdy człowiek wyciągnie z tej
twórczości choć jedną małą informację, która mu się do czegoś przyda / na
coś w życiu przełoży – ja będę spełniony”.
Tym przydługim słowem wstępu zakończę pierwszy
wpis
Serdecznie zapraszam Cię do czytania dalszych publikacji.
Zero przetworzonych i szybkich treści.
Będziemy uczyli się małego wysiłku, poprzez czytanie materiałów do końca!
Dokładnie tak, jak na zdrowy system dopaminowy (system nagrody)
przystało, a w ostatnich czasach, między innymi poprzez wpływ
dynamicznych treści w social mediach, dość mocno obrywa.
Dziękuję pięknie za Twój cenny czas, który poświęciłeś drogi czytelniku, aby
zapoznać się z treścią, którą dla Ciebie przygotowałem.
Jedna myśl ode mnie dla Ciebie już dziś
Po prostu spróbuj i zobacz, co się stanie.
Pozdrawiam Cię,
Grzegorz Mazur




