SPOTKANIE, KTÓREGO NIE WARTO ODMAWIAĆ

Wiele dróg, jedno miejsce

O nawigacji, która nie cofa nas a prowadzi do celu pomimo zboczenia z toru już wspominałem w poprzednich wpisach. Jednak, obecne porównanie przybiera nieco różną postać.

Piszę o tym, ponieważ jak przez lata mogłem zaobserwować, na temat medytacji tak samo, jak na temat wszystkiego w świecie krąży wiele definicji, opinii, doświadczeń i różni się to od percepcji każdego jednego człowieka. Która zatem definicja jest właściwa? Który sposób medytowania i jego rozumienia jest poprawny?

Prawdopodobnie każdy.

Sprawa ma się podobnie w przypadku treningu, ten sam plan nie będzie przybliżał do celu każdego zawodnika.

Z medytacją jest tak samo.

Nie każdy styl medytacji będzie służył każdemu człowiekowi. Co więcej, temu samemu człowiekowi może służyć w danej chwili kompletnie inna forma tej praktyki, ponieważ niemal w każdej chwili życia potrzebujesz czegoś innego, aby wrócić do stanu homeostazy / pozostać w niej.

Stan homeostazy to stan równowagi. Fizjolog Walter Cannon wymyślił te pojęcie, a bardziej nazwał to, co było opracowywane już wcześniej, aby opisać stan możliwości organizmu do utrzymania stałości środowiska wewnętrznego, takich jak pH, odpowiednie stężenie cukru we krwi, ciepłoty ciała i tym podobnych. Tutaj użyłem tego pojęcia jako opis stanu równowagi naszego wewnętrznego środowiska mentalnego.

Interpretacja, która skazuje praktykę na straty

Spotkałem się również z założeniami, które przez błędną interpretację zniechęcają ludzi do podejmowania się tego ciekawego zagadnienia, a może bardziej swego rodzaju rytuału / praktyki, którym to jest medytacja.

Mianowicie, mówię tutaj o zakładaniu, że podczas procesu medytacji nie powinniśmy myśleć o niczym. Człowiek, z którym wtedy rozmawiałem twierdził, że medytacja nie jest dla niego, ponieważ on nie umie tak odciąć myśli, a przecież tylko taka forma ma sens. To tak, jakby za pomocą magicznej różdżki ktoś mógł wyłączyć sobie pracę mózgu i po prostu oddać się nicości.

Być może takie możliwości mają jogini / szamani / jaskiniowcy / buddyści czy inni prekursorzy tych praktyk, jednak śmiem twierdzić, że obecny człowiek żyjący w takim natłoku informacji ciężko będzie miał skupić swoją uwagę na tym, co tu i teraz (na przykład okalającej go zupełnej ciszy i braku ruchu wokół) przez chociażby 5 minut, nie otrzymując od swojego umysłu żadnej projekcji.

Sprawdź to sam.

Usiądź w cichym i pustym miejscu bez rozpraszaczy. Znajdź przed sobą jeden punkt, kropka, łączenie ścian, cokolwiek..

Spróbuj skoncentrować swój mózg tylko i wyłącznie na tym miejscu nie uciekając uwagą nigdzie indziej.

Wytrzymaj tak przez 5 minut.

Udało się, czy może mózg już znalazł coś ciekawszego w tym, co Cię otacza?

O co zatem chodzi w medytacji?

Zacznę z innej strony.

W mojej interpretacji w praktyce tej nie chodzi przede wszystkim o to, żeby ze sobą walczyć.

Uważam, że otoczenie i cisza w której pozwalamy sobie pozostać / decydujemy się pozostać ma służyć temu, żeby myśli płynęły i nie zostawały poddane żadnej ocenie.

Możemy zobrazować sobie to w następujący sposób.

Stoisz na przystanku tramwajowym czy na peronie metra. Przyjeżdża pierwszy pociąg. Ludzie się wymieniają i jedzie dalej a Ty wciąż stoisz. Przyjeżdża kolejny pociąg, ludzie znowu się wymieniają a Ty nadal stoisz i obserwujesz to, co się dzieje.

Użyjmy tej metafory do zobrazowania sobie Twoich myśli.

Wyobraź sobie, że one też tak jak ten pociąg przyjeżdżają, zatrzymują się na chwilę, albo nawet nie i lecą dalej. Rzeka płynie a Ty się na to przyglądasz bez oceniania.

Właśnie o to chodzi w medytacji. Ten czas, w którym siadasz / kładziesz się i odcinasz środowisko zewnętrzne służy właśnie temu, żeby pozwolić tym myślom płynąć i za wszelką cenę powstrzymać się od ich oceniania.

Oczywiście, będą również okresy nicości, gdzie przed oczami pojawi się tylko czarne tło. Super, wartościowa sprawa, niemniej jednak doświadczenie opisane wyżej również nie unieważnia medytacji.

Do czego nam to w ogóle ma służyć?

To jest akurat bardzo proste.

Medytacja to forma higieny naszego umysłu.

Tak, jak układ moczowy służy organizmowi ludzkiemu do usuwania zbędnych produktów przemiany materii i toksyn filtrując krew, tak samo medytacja ma zabierać nasze brudy mentalne, które kumulują się w głowie każdego z Nas.

Zaśmiecamy sobie głowę masą niepotrzebnych spraw. Do tego dochodzi jeszcze tona tych ważnych spraw. Pomnóż to przez ilość dni, którą na tym świecie przeżyłeś i zdaj sobie sprawę, że to ciągle tam siedzi. Bufory są cały czas dopełniane. Napięcie rośnie, bo przecież te sprawy nie są jak motylki, które skoro przyleciały, to też pewnie niedługo sobie odlecą.

Tematy ważą i nic się z nimi nie dzieje poza jedną wielką kompresją w naszej głowie.

Co z tym można robić?

Na pewno selekcjonować to, co do tej głowy pozwalamy sobie wtłoczyć / sami wtłaczamy.

Podoba mi się parafraza, na którą zdarzyło mi się natknąć kilka miesięcy temu.

„Mam nadzieję, że nie stanę się dziś częścią historii, której to częścią w ogóle nie chcę być”.

To już jeden z ciekawszych w moim ujęciu sposobów na to, żeby mieć kontrolę nad tym, w co się pakujemy – bo to, że za każdą sprawę musimy zapłacić cenę myślę, że już wiesz.

Niemniej jednak, poza kontrolą dostaniemy jeszcze milion innych bodźców, które wkradną się niespostrzeżenie, zatem do tego, żeby je zauważyć i pozwolić im ulotnić się z umysłu – użyjemy właśnie praktyki medytacji.

Niech to będzie takim Twoim małym, podręcznym narzędziem, które nawilży tą wyżymaną z wody, suchą gąbkę, jaką metaforycznie jest Twój mózg po całym dniu, tygodniu, miesiącu, roku.. ciężkich lotów.

Dla kogo jest medytacja?

Dla każdego.

Zgodnie z kolejnym cytatem, który poznałem u Rafała Mazur – Zenjaskiniowca

„Ten, kto ma czas powinien medytować 15 minut dziennie. Ten natomiast, kto nie ma czasu powinien medytować godzinę dziennie”.

Rożne rodzaje tej samej praktyki

Tak jak wspomniałem wcześniej, możemy to robić na wiele sposobów.

Dla mnie medytacją jest wiele momentów, w których mogę być obecny i spędzać czas ze sobą tu i teraz bez większych rozpraszaczy.

Może to być bieg – jedna z moich najlepszych form medytacji. Może to być gra na gitarze. Może to być prowadzenie auta. Może to być spacer. Może to być gra w tenisa.

Te wszystkie procesy, które wymieniłem wyżej dają mi końcowo niemal ten sam efekt.

Jeśli potrzebuję, siadam i medytuję 20 / 30 minut w totalnej ciszy w zakątku mieszkania, do którego nie dochodzą nawet ułamki rozpraszaczy. Jeśli potrzebuję zrobić to w inny sposób, wybieram ten, który jest akurat najbliżej moich potrzeb i odczuć.

W jaki sposób to różnicuję?

Patrzę na to, jak się czuję.

Jeśli jestem zbyt bardzo pobudzony, bo w 5 ostatnich godzin przyjąłem masę bodźców – wybieram medytację w kompletnej ciszy i bez rozpraszaczy.

Jeśli jestem przeciążony fizycznie ale dobrze czuję się mentalnie – gram sobie na gitarze.

W momencie, w którym fizycznie czuję się świetnie a mentalnie ciężko – biegnę. To zabiera mi niemal cały ciężar z głowy.

Czasami zdarza się tak, że czegoś nie wybieramy a wciąż możemy to przekłuć w medytację.

Na przykład wczoraj (środa, niemal tydzień przed dniem tej publikacji) mój mood był już w punkcie zawahania. Czułem po pracy, że jestem już podmęczony swoim dość intensywnym trybem życia a przede mną był trening tenisa. Nie planowałem tego, że będę w takim poziomie mentalnego obciążenia i nie zaplanowałem sobie specjalnie na ten moment treningu, aby to gdzieś ulotnić. Po prostu tak się połączyły klocki. Finalnie wyszedłem z treningu jak nowo narodzony. Miałem kompletnie czystą głowę, ponieważ skupiając się przez 2 godziny na technice gry oraz budowaniu strategii działań na korcie wyłączyłem się totalnie z całego życia, które mnie dotyczy poza kortem.

Zrobiłem medytację?

Skoro efekt jest ten sam, który osiągam również w odpowiednich momentach gdy medytuję bez rozpraszaczy – to chyba oznacza, że wykonałem tą samą robotę, tylko w trochę inny sposób, zgodzisz się ze mną?

Kilka praktyk, które mogą pasować do Ciebie

Wszystkie mają tą samą wspólną cechę – wymagają naszej obecności – uwagi na bycie tu i teraz.

Medytacja uważności – siadasz sobie w jakimś miejscu, jeśli nie jest to fotel lub podłoga w domu, może być to las lub inne naturalne środowisko. Włączasz sobie timer na określony czas i po prostu obserwujesz wszystko wokół bez oceniania. Starasz się być jak najbardziej tu i teraz.

Medytacja w ciszy – siadasz lub kładziesz się w miejscu, gdzie nie ma kompletnie żadnych rozpraszaczy. Zamykasz oczy i delektujesz się tylko tym, co czujesz i słyszysz. Tak, dobrze czytasz – delektujesz się ciszą. Ten sam temat. Ustawiasz timer na określony czas i znikasz.

Medytacja z oddechem – siadasz lub kładziesz się w miejscu, w którym możesz wyłączyć otoczenie zewnętrzne. Przybierasz jakiś schemat oddechowy, na przykład 4 sekundy wdech, 4 sekundy pauzy, 7 sekund wydech, 7 sekund pauzy. Ustawiasz timer na określony czas i znowu Cię nie ma.

Pamiętaj, że wyłączyć otoczenie zewnętrzne można dziś również słuchawkami.

Medytacja.. teraz Ty.

Zobacz czego potrzebujesz w tej chwili i zrób swoją medytację, która przyniesie Ci rezultaty na ten moment Twojego życia.

Kim jestem, żeby o tym mówić?

Praktykiem i mentorem Twojej pozytywnej zmiany.

Nauczyłem się czym jest medytacja poprzez ciekawość i praktykę.

Medytuję już od przeszło sześciu lat.

Tobie również polecam i serdecznie zachęcam.

Miłe doświadczenia na wyciągnięcie ręki.

Nie wiesz czy Ci to posłuży?

Po prostu spróbuj i zobacz, co się stanie.

Pozdrawiam Cię,

Grzegorz Mazur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *